destin : witam. zwykle nie pamiętam snów.. tzn. jak dobrze pomyśle to sobie przypomnę ale nie mam zwyczaju zastanawienia się nad snami…
mimo to, w wieku 8-10 lat miałem straszny sen. dosłownie teraz jak to piszę przechodzą mnie dreszcze. tego sie nie da chyba zapomnieć :/
słabo pamiętam sen, bo minęło już tyle lat.SEN: było to w nocy, była straszna burza (przed domem mam róże..) byłem zaplątany w tych krzewach róży(obok swojego domu) i płakałem, chciałem się uwolnić jednak nie mogłem. przede mną był chyba diabeł, jakiś.. no nie wiem, czarne stworzenie, ale nie człowiek. byl obok mnie, nie pomogl mi tylko sie przygladal.. mimo ze nie widzialem twarzy czułem ze sie przyglada.
aha, no i tej nocy naprawde byla straszna burza, a ja płakalem przez sen.. obudził mnie moj tata pytajac co sie stało.. pamietam ze sie wtedy uspokoilem i chcialem zeby ze mna został..
jak o tym myśle, ciągle mi sie wydaje że to się stało naprawdę, mimo że to mi się śniło..
proszę o interpretację.. juz za dlugo o tym mysle..
pozdrawiam
kttosiek : Wychodzę na ulicę i widzę że nie ma mojego samochodu, który jeszcze przed chwilą był tu zaparkowany. Początkowo myślę że zapomniałem gdzie go zostawiłem, ale po chwili mam pewność że został mi skradziony. Dzwonię już na policję, ale gorączkowo rozglądając się wokół widzę, że jest zaparkowany na innej ulicy. Jest otwarty a na siedzeniu kierowcy stoi jakieś pudło. Wyjmuje je z pewną obawą i widzę, że jest w nim niemowlę z dziwnymi znakami namalowanymi na twarzy. Dziecko uśmiecha się do mnie a ja biorę je na ręce. W tym momencie pojawiają się dwie kobiety i pokazują mi kartkę na której napisane jest, iż matka zrzeka się praw do dziecka. Obydwie kobiety są wręcz zadowolone z całego zdarzenia i mówią, że jeśli dziecko było w moim samochodzie to powinienem ja przygarnąć. I tu koniec.
Rany to już mój piąty post w ostatnim czasie – jeśli i ten pozostanie bez odpowiedzi to stracę wiarę w ludzi :-)
dark_moon : Na krzeselku przy stole siedziala moja zmarla babcia, w koszuli nocnej. Byla na mnie obrazona, miala grozna mine. Zamknelam drzwi od kuchni i babcia zaczela krzyczec cos w stylu :Cos ty takiego narobila ze swoim zyciem, on Artur, Artur, Artur…” Nie mogla dokonczyc szlochala strasznie. Balam sie ze cos jej sie stanie. W kuchni byl tez moj zmarly tata, robil chyba obiad. Stal do mnie plecami, nie chcial sie odwrocic zeby mnie przywitac… Mi tylko cieknely łzy po -policzku, stalam wryta, czulam ogromny ciezar na klatce piersiowej, czulam swoja wine…
Po tym przenioslam sie na plaze. Bylam usmiechnieta, obserwowalam morze. Bylo spokojne, o kolorze blekitnym, widac bylo pod woda doslownie cale podloze, ryby itp. Fale byly spokonie, a na plazy bylo dziwnie czysto.
Podszedl do mnie ten kolega. Na poczatku twarz rozmazywala sie, zmieniala sie. Podszedl blizej. Uslyszalam jego glos i zobaczylam jego twarz, ktora byla juz nie ruchoma. To byl Artur usmiechal się. Przytulil sie do mnie i objął mnie. Spacerowalismy juz pozniej wtuleni w siebie.
Nie wiem czy ubranie moze pomoc w interpretacji: ja mialam korale, bylam w bikini, bolerko, sandaly, on biala koszule, czarne spodnie i tz sandaly, ale oboje buty trzymalismy w reku i chodzilismy na boso.
marietka : Śniło mi się, że siedziałam w kinie w moim mieście, w którym niekiedy też są odgrywane przedstawienia. Były tam młode sławne aktorki, które się chyba ze mnie naśmiewały. Potem okazało się, że ja wraz z 2 dziewczynami gram jakieś przedstawienie. Byłyśmy przebrane podobnie do Gejsz Japońskich. Nie wiedziałam co mam robić, a na widowni był chłopak, który mi się podoba. Improwizowałam. Była to tragedia, bo jedna z nas umierała. Nie było żadnych rekwizytów, tylko my trzy i ja w dodatku zagubiona. tylko jedna z nas mówiła tekst, więc nie miałam żadnych kwestii do mówienia. Miałyśmy udawać, że płaczemy po stracie koleżanki(jedna z nas umierała). Wychodziło mi to nienaturalnie. Potem miałam się bić z tą drugą koleżanką, która mówiła cały tekst. Czułam, że mam rozmazaną cała pomadkę na twarzy aż po samą szyję. Śmiałam się, bo wyglądało to dość dziwnie, ale tamta była poważna. Biłyśmy się, potem przerwa w śnie i nie wiem co było potem w teatrze. Scena przeniosła się na krętą uliczkę która szła ku górze. Podążali nią wszyscy widzowie wraz z aktorami. Rozdawano autografy. Widziałam po drodze tego chłopaka szedł sam i zatrzymał moją koleżankę ze sceny by ta dała mu autograf. Na mnie się nawet nie spojrzał, a jak jak gdyby nigdy nic, poszłam dalej sama. Nie odczuwałam wtedy nic a powinno być mi przykro. Czy wie może ktoś co to może znaczyć? Była bym bardzo wdzięczna za pomoc, bo ten sen wydawał mi się dość dziwny, w prawdzie jak każdy sen, ale zależy mi na tym, alby wiedzieć co on może od zwiercedlać.
rossa79 : Witam. Może ktoś pomoże zinterpretować mój sen.
Pierwszej nocy śnił mi się duch małej dziewczynki. Nie widziałam twarzy, tylko przemknęła mi mała istotka w bieli, między drzewami. Było to w sadzie, ładnie, zielono.
Następnej nocy śniło mi się to samo miejsce. Duszek zbliżył się do mnie. Twarz nie była małej dziewczynki tylko bardzo ładnej kobiety. Miała piękne czarne oczy, brwi, patrzyła na mnie z uśmiechem, jej twarz była rozpromieniona. Nie pamiętam czy mówiła coś do mnie ale na pewno ja do niej coś mówiłam, pytałam się czy czegoś potrzebuje.
Pozdrawiam.
Vanilia22 : Nie sądziłam kiedykolwiek, że będę śnić o swojej własnej ciąży. Ale od jakieś dwóch tygodni mam sny o swej ciąży. Przeczytalam dział o tym co to może to oznaczać ale nie jestem do końca pewna. Choćby dlatego, że się dowiedziałam niedawno, że moja przyjaciólka jest w ciązy.
A mi sniło się, że udało mi się zajśc w ciąże póżniej od niej ale mój brzuszek rósł szybciej i ją przegoniłam (tzn moją przyjaciólke). Potem znalazłam się w pewnym pomieszczeniu. Przypominala mi trochę cele. Brązowe olejne ściany… Rozmawiałam z kimś o moich planach. To była jakś jasnowłosa kobieta. Gdy z nią rozmawiałam trzymałam się za swój brzuszek. Wydal mi sie taki trochę stożkowaty. Nie ciązył mi. Z Miłością patrzyłam na niego i nie mogłam się doczekać kiedy wreszcie wydam na świat to maleństwo. Ale gdy byłam w tym pomieszczeniu poczulam na sobie wzrok obcych mi ludzi. Patrzymi na mnie dziwnie. Nie moglam sie skupic na rozmowie i wyszlam z tamtąd. Była piekna pogoda, słońce a ja wystawilam twarz na to ciepło.
Potem znalazlam sie w jakims korytarzu. Słlam do określonego miejsca- swego mieszkania. Szłam dumna z moim brzuszkiem ale korytarz byl niezwykle długi. Mimo to kroczylam szybko i zdecydowanie. Mijałam jakiś ludzi, ktorzy mnie witali. Niektorzy chyba mi się kłaniali ( mężczyźni) A na końcu czekał na mnie mój narzeczony. Pocałowal mnie w czoło i razem tam weszliśmy. Obudziłam się szczęsliwa jak nigdy:)
Czyżby moje plany wreszcie się zrealizują?
Vanilia22 : Śniło mi się, że leżę jak zwykle w moim mieszkaniu. Tak jak się przed zasnięciem położylam sie – ale we śnie „wybudziłam”. Było ciemno ale ja poczulam ze ktoś jest. Obudzilam swego narzeczonego i poprosilam aby sprawdził co się dzieje. On zauwazył że ktoś wkrada się przez nasze okno. Uprzedził go, że jest na swoim terenie i jesli stąd nie odejdzie to go zaatakuje. Ja złodzieja zobaczylam ale tylko jego sylwetkę bo cień padał na jego twarz. Narzeczony kazal mi się schować a sam podszedl do niego i zaczeli chodzić wokól siebie jak dwa koguty. Czułam zagrożenie, że musze mu pomóc ale nie mogłam się uwolnic od zaplątanej kołdry. Szarpałam sie i gdy mialam krzyknąc nie wybi\udzilam sie z tego snu. Cięzko mi było zasnąc..
Password : Witam ! (To tak na początek)
Jeżeli komuś się chce to poproszę o interpretację niżej opisanego snu.
Jestem sobie w piwnicy w długim korytarzu, po obu stronach są drzwi. Owe drzwi mają łukowate sklepienie (jak zdarza się na zamkach) i są drewniane. Idąc dalej korytarzem zauważam że strop jest coraz niżej i niżej. Zatrzymuje się przy małych drzwiczkach (ok. 20 cm wysokości) i gdy chce je otworzyć dzieją się dwie rzeczy/zdarzenia. Po pierwsze piwnica wraca do „normalnych” rozmiarów, a po drugie w tym samym momencie ja oddalam sie od tych drzwi. Po chwili wychodzi z nich postać zakonnica, jednak gdy po zobaczeniu twarzy stwierdzam że ona jest martwa ( przypomina taką zmumifikowaną, wysuszoną twarz). I w tym momencie budzę się
Jeśli ktoś ma jakiś pomysł na interpretację chętnie poczytam.
maja75 : Witam
jestem tu nowa. Miałam dzisiaj dzienwy sen.
Byłam w mieszkaniu moich rodziców, stąłam w dużym pokoju z mamą (Tata zmarł 10 miesięcy temu). Nagle w pokoju pojawiła się postać – zjawa dziewczyny. Szybkim krokiem przeszła obok mnie, trącając mnie w ramie. Mineła mnie i przeszła przez przedpokój, kierując sie do łazienki. Przez chwile się zawahałam, czy isc za nią, troche się bała. Ale postanowiłam za nią pobiec, zobaczyć. Poszłam do łazienki, otworzyłam drzwi, była tam, przy ścianie, ale chyba zaraz zniknęła. Powiedziałam głośno „Tata, a co Ty?” Miałam na mysli to, ze pojawia mi sie jakis obcy duch, a nie On. Nagle pojawiła się w łazience mgiełka, a niej twarzy Taty. Uśmiechał się do mnie, patrzył na mnie, oczy same mu sie smiały i cieszył sie, był naprawde szczęśliwy. Obudziłam się…Co moze oznaczać ten sen???
nie wiem dlaczego, nie mam wszystkich polskich znaków. chciałabym opisać jeszcze drugi sen, sprzed kilku tygodni. Jeśli jednak w tym poście nie pojawią się polski9e znaki – spróbuje innym razem.
pozdrawiam
