Tomasz33 : Sen, który miałem dzisiejszej nocy. Widzę ziemię spaloną (taką jak po wybuchu wulkanu) popękaną a w pęknięciach lawa. Stoję na tej ziemi i naglę się spaliłem… Pozostała po mnie kupka (bez skojarzeń) popiołu. Po krótkiej chwili powstaje z popiołu z nożami w obydwu rękach. Koniec. Ps. wszystko widziałem z drugiej perspektywy.
Proszę o interpretację. Pozdrawiam T.
uhu : Jest to tylko jedna czesc(a wlasciwie to 2) calego snu.
Snilo mi sie, ze jade z moim ojcem i bratem samochodem do kosciola. Obydwaj sidzieli na przedzie ja z tylu. chcialam wysiasc z tego samochodu. ale mi sie nie udalo.
Dojechalismy do tego kosciola. byl ladny, drewniany i wtedy postanowilam uciec. ominelam jakby karczmę, gdzie ludzie siedzieli przy wielkich lawach i jedli kielbasy z grilla ;) a ja wbieglam do srodka tego drewnianego kosciola, ale ku mojemu zdziwieniu on nim nie byl. Bylo to jakby schronisko o ksztalcie wieży/studni?. byl to wysoki budynek, w srodku znajdowala sie drabina, po ktorej mozna bylo sie wspinac, na poszczególne pietra i lozka zarazem. wokol mnie wszedzie byly lozka, gdzie niegdzie ktos spal. weslzam na gore , a potem zaczelam schodzic, az do wyjscia i ucieklam. Uciekalam przed jakims motorem przez gory. Dojechalam do starego mostu. Jacys ludzie, ktorzy byli przed nami tez uciekali, i szybko po tym betonowym(ale kruszacym sie moscie) przebiegli. Ktos z nich wolal bym biegla, ale sie balam , zrobilam jeden krok. delikatnie dotknelam jednego glazu i on nagle odpadl i spadl do wody. caly most sie zawalil. Bylam baaaardzo, bardzxo wysoko, pode mna byla rwaca rzeka, byla baaardzo wzburzona. BYlam zla, ze gdybym szybko przebiegla, albo gdybym byla pierwsza, to by mi sie udalo.
zaczelam sie wycofywac. po prstu nagle skonczyla sie droga. Prawdopodobnie ktos chcial polozyc ponton (?) zamist tego mostu, ale nic z tego nie wyszlo.
The end.
catmen : Przez ostatnie dni moje sny są strasznie rzeczywiste i bardzo proszę, aby ktos pomógł mi je zrozumieć (oto dwa z wczoraj i przedwczoraj):
1.Wyjechałem na wycieczkę do Afryki, na Kilimandżaro razem z moją nauczycielką historii, zwiedzaliśmy tą górę i zostaliśy porwani przez Pigmei. Potem uciekaliśmy przez wulkan bardzo długo, cały czas gonieni, a piekąca lawa niemiłosiernie przypiekała mi stopy. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze.
Drugi sen: Po nowym roku przyszła po mnie paczka moich przyjaciół, wybraliśmy się na spacer. Było już ciemno, ale podczas spaceru po łące, po której przechodzę prawie codziennie zauwazyliśmy jakieś wielki, zeschłe drzewo, na którym wisiał człowiek powieszony na szubienicy. Wszyscy moji przyjaciele zemdleli, a ja strasznie przestraszony wybiegłem na ulicę i chciałem krzyczeć, ale nie mogłem – straciłem głos. Czekałem na jakieś ayto, ale żadne nie jechało i w tym momencie się obudziłem.
I jeszcze jeden, z bardzodawna, ale nie da się go zapomnieć: W śnie szedłem piękną, brukowaną uliczką i znalazłem się w miejscu, w którym po jednej stronie ulicy była, piękna katedra pełna aniołów, a po drugiej czarna katedra wampirów. Podleciało do mnie po jednym osobniku, kazdego z nich i namawiali, abym do nich wstąpił. Wybrałem wampirów, bo chciałem mieć nietoperze skrzydła. Codziennie napadaliśmy na bezbronnych ludzi i wypijaliśmy im krew. Chciałem latać razem z moimi towarzyszami, ale – mimo, że krew dawała mi siłę – nie mogłem wznieść się w górę.
