uhu: Dzies snilo mi sie, ze musze wyjechac do innego miasta- do liceum, na lekcje, czy cos takiego. jechalam autobusem, ale nie bardzo wiedzialam, gdzie to liceum sie znajduje. wg mapy, wynikało, ze poza moim miastem(jakby na mazurach) widzialam konkretne nazwy miast, miasteczek, czy wsi.
Byl bardzo kiepski dojazd. nie bylam pewna, czy dobrze jade, wiec po pewnym czasie bylam niespokojna. pytalam sie kogos w autobusie. okazalo sie, ze dojade blisko, ale z przesiadka. niestety wysiadlam z tego autobusu. na przystanku. bylo wiele przystankow, nie wiedzialam na ktory pojsc. minely mnie z 2 pasujece busy. wsiadlam do pierwszego lepszego. okazalo sie, ze jedzie nie do konca tam gdzie chcialam, ale, ze dam rade. pamietam, ze stalam przy miejscu kierowcy- kobiety. jechala przez pagórki. zjechala w dół obok jeziora i wjechala pod góre na szczyt pagórka, z ktorego widac bylo calkiem ladne miasto z wiezami kosciolow itd. co ciekawe, bedac na tym szczycie widzialam wielkiego kamiennego konia posrod lasu, stojacego na 2 nogach. las byl po obu stronach, lecz sam szczyt byl uslany trawą. po prawej stronie minelismy dziwna wioskę- stare drewniane domy, jak z 19 w. i starzy ludzie na stolach. byly wielkie stoly na szczycie , a oni sobie lezeli. a domki byly malutkie. bylam zachwycona tym widokiem.to jakby byl juz 2 sen, ale on jest polaczony z poprzednim
znalazlam sie w dziwnym domu, w tym miescie. do liceum nie dotarlam. zamieszkalam z kuzynostwem w starym mieszkaniu w obdartej kamienicy. pamietam, ze panowal polmrok. w sumie to byl dosyc dlugi sen, ale nie pamietam teraz co tam sie dzialo. wiem, ze pilismy tam wino i balam sie schodzic do piwnicy, ale zeszlam i zostawilam tam cos. nastepnie wyszlismy z tego domu. szlismy ulicami, padalo.
nagle zeszlismy z drogi, tzn ja kuzyn i kuzyna. szla pierwza, ja za nia. weszla szybko pod góre. ja tez zaczelam wbiegac, ale szybko sie meczylam, mialam problemy z wejsciem, bylo baaardzo stromo, ale znalazlam inne sposoby by wejsc. w koncu znalzalam sie prawie na szczycie. wyszlam z lasu i widzialam przepiekny widok! powiedzialam, ze góra płonie. tak mi przypominala, poniewaz tak słonce padalo na trawy(byl zachod), ze mialo sie wrazenie, ze góra płonie, byl to piekny widok. ciekae, ze ja na sam szczyt nie weszlam. zostalam jakby tuz przy lesie, wyszlam z neigo, ale byl tuz za mna. ppolozylm sie na trawie. i tak zostalam. w dole widac bylo jeZioro i nagle zrobilo sie czarno. ciemne chmury. i na tym sie skonczylo.Co do 1 snu.
- wyjechałam starym autobusem(a la autosan) poza maisto. jechałam wpierw po bezleśnej równinie i autobus skręcił w prawo jakby na pętle, ale tam było mnóstwo, mnóstwo drzew. jakby wiejska pętla w lesie. Nie bylo zadnych przystanków. autobus po prostu sie zatrzymał. pogoda byla ładna, miło, ciepło, słonecznie.
Wysiadłam i poszłam na główną szose, bo chyba myslalam, ze jak bede szła sama to szybciej chyba dojde. jadac autobusem pamietam, ze bałam sie, ze sie zgubie. wywiezie mnie nie wiadomo gdzie, a ja chcialam dojechac do liceum jak najszybciej i czas byl dla mnie wazny.
Bedac na tej glownej szosie, posród drzew, bedać na zakręcie nagle zauwazylam przystanki, czerwone, typowe przystanki. Zauwazylam tez typowo miejskie autobusy, czerwone ikarusy. Widzialam jak jeden stoi na przystanku, wiec zaczełam biec, ale ten ruszyl i mnie minął. Potem zauwazylam nastepny.myslalam, ze sie zatrzyma, ale nie. nawet pamietam numer ;) E6. pamietam, ze pomyslalam, ze i tak by mnie nie zawiozl tam gdzie bym chciala, bo mial inna trase. najodpowiedniejszym autobusem byl tez, z ktorego wysiadlam.
- Nastepnie, czekajac na przystanku podjechal kolejny i wsiadlam do niego chyba tylko dlatego, ze jechal „dalej”. blizej celu.
- gdy wsiadlam bylam po stronie kierowcy. tzn. przy pierwszym wejsciu tuz przy szoferce. Mam wrazenie, ze pogoda robilam sie pochmurna, jakby mialo zaraz padac.
Gdy wsiadlam do tego autobusu, droga wpierw prowadzila w lewo(lekki zakret), a następnie w prawo i wtedy zobaczylam, ze zaczyna sie teren pagórkowaty. pagóki nie były wysokie. pamiętam, ze zjezdzajac z górki, tuz po lewej stronie bylo jeziorko, dosyc ciemne (brudne?) i balam sie, ze zaraz wpadniemy, bo na drodze bylo slisko, jakby wlasnie deszcz padal kilka chwil wczesniej. dodam, ze droga, byla typowo polska, popekana, załatana. Niestety nie pamiętam, czy jeziorko bylo zarosniete. nie bylo tam nikogo, ono po prostu bylo. woda nie byla wzburzona, owszem mialam wrazenie, ze tafla wody byla pomarszczona, jakby wial lekki wiatr, ale nic wiecej. jeziorko otaczal las. nie bylo ono duze, predzej mi przypominal staw.
następnie wspielismy sie na kolejny pagórek bez wiekszego problemu. po lewej stronie zauwazylam miasto. jakby na sasiedniej górze. w dole za mna bylo to jeziorko.
- szczyt pagórka byl pokryty trawą, przez srodek przechodzila szosa. nizej byla linia lasu, zarówno po prawej jak i prawej stronie.
Co do stołów to one byly niedaleko domów. meble byly masywne, „rzezbione”, jakby ze skansenu. stoly byly stare. pamietam na nogach, jakies gwiazdki, czy kwaitaki- typowa sztuka ludowa. drewno stare, ale mocne, podejrzewam, ze gdybym przeciagnela po nich ręką to weszlaby mi drzazga,- o tym pomyslalam.
co jeszcze ciekawe byly kwadratowe, a na nich starzy ludzie. mailam wrazenie, ze ta wioska jest jakby opuszczona wioską.
Generalnie widok mi sie taki pojawił: stół (bez ludzi), malenka chalupka, jak drewutnia, składzik- drewno mialy jasny kolor- swier(z)y. w srodku pamietam, ze ktos siedzial i ogladal telewizje,a z komina unosil sie dym. potem nastepny stol z ceratą, ty, razem z babcia , dziadkiem i jeszcze jedna osoba po srodku. pamietam, ze babcia wstala, bo lezala i po prostu podniosla tułów. trudno mimi okreslic, po co byly te stoly, nie zwrocilam na to uwagi, ale pierwsze skojarzenie mam takie, ze to „symbolizowało dom”- jakby ludzie bezdomni?.
obok tego stolu byl nastepny(w szeregu- para stołów).
Po tej parze stołów naprzeciw byl kolejny dom. drewniany, stary, drewno ciemne. nie bylo w nim „zycia”.- co do konia, Kon byl po lewej stronie. wpierw zobaczylam jakies dziwne powyginane drzewo i pomyslalm, ze jest to piekny widok. ale tuz za nim zauwazylam rzezbe, tego wielkiego konia. tak stal na tylnich nogach, byl narowisty, pamietam ogromny jego tułów. kon tez byl masywny. jakby pociagowy. byl wikeszych rozmiarów niz normalny koń. ta rzezba byla biala, niczym z gipsu.
co do 2 snu:
- mam wrazenie, ze to ciag dalszy i ze bylam w miescie, ktore widzialam z autobusu.
tak snil mi sie tej samej nocy.
- niestety nie pamietam tego co zostawilam w piwnicy. wiem, ze to dosc istotna czesc mojego snu, bo duzo sie dzialo w tym domu, ale niestety nie pameitam. wiem tylko, ze kilka razy schodzilam do tej jakby piwnicy, ze swieca, po cos. Kojarzy mi sie, ze kurtke tam zostawilam, plaszcz, ale pewnosci nie mam. wiem,ze schodzac po tych schodach, w dół, widzialam maly stolik z krzeslem i jakby wielkie łózko, czyli piwnica jako tako to nie byla, jakby pokoj, tyle tylko, ze ponizej gruntu.
teraz mi sie przypmnialo, ze w tym wielkim pokoju(powyzej tej piwnicy), wszyscy, tzn, ja kuzynostwo i chyba kilka jeszcze osob zastanawialismy sie, kto gdzie bedzie spal, bo bylo nas za duzo, a łózek, jakby za malo.
- gdy wyszlismy pogoda byla pochmurna, nie padało, ale bylo chłodno. ulice byly typow o polskie ;) chodnik sredniej jakosci. szlismy chodnikiem, trawniki niezbyt zadbane. pamietam, ze szlismy grupa, ja gdzies na koncu. droga na ogół byla prosta, raz w pewnym momencie ona skrecala w prawo, ale nie odchodzily od niej zadne inne drogi. teraz kjarze, ze jak skrecalam to obok mnie byly krzaki. miasto bylo wybudowane na pagórkach(juz wyszczych niz poprzednie) w dole widzialam jezioro oraz inne góry w oddali. szlismy tak w grupie. w pewnym momencie zaczelo wychodzic slonce. grupa zaczela sie „rozdzielac”. czesci wystrzelila mocno do przodu, przede mna szla tylko kuzynka i kuzyn, j ostatnia. pamietam nagle ,z e w pewnym momencie od tej szosy odchodzila jakas droga polna, z niej wyszla jakas grupa „piechurek ;)”- lażacych po górach. zeszly ze szlaku. te dziewczyny byly niemal identyczne, blond włosy, ta sama biala koszulka i ten sam usmiech, weszly tak jakby na mnie, troche sie w tej grupce pogubilam, ale zaraz mnie minely. zauwazylam tylko błoto przy tym szlaku i pomyslalam, ze deszcz padal. w tem nagle zawolala mnie kuzynka i do niej podbieglam. cały czas to bylo miast.
nagle kuzynka zeszla z szosy (po lewo) i weszla na droge polna. tak szlismy droga polna, ona szybko wystrzelila na przod. zaczelysmy oddalac sie od miejscowosci. gdy slzismy tą drogą, to slzismy przez niskie trawy. ja szlam za kuzynka, ona zaczela wspinac sie na górę, która byla po naszej lewej stronie, poczatkowo droga byla trawiasta, im wyzej sie wchodzilo, to bylo coraz wiecej drzew. ja mialam problemy z wejsciem. nogi mialam ciezkie, probowalam lapac sie korzeni, ale gdy nie udawalo mi sie wdrapac, to szukalam innej mozliwosci. w rezultacie udalo mi sie. szlam przez las, byl wszedzie, las jednak zaslanial szczyt, ale im bylam blizej sczytu i wyzej, tym drzew bylo mniej. az nagle doslownie nagle sie skonczyl, widzialam tylko siedzaca kuzynkę i te trawy. bylo piekne czerwone słonce. po lewej stronie w dole bylo jezioro. wg tego co pamietam, bylam calkiem wysoko. dalej, patrzac przed siebie widzialam kolejne góry, w trawie, ale swiatło słonca tak sprawialo, ze wszystkie góry, jakby płoneły. ja wtedy sie połozylam i blisko kuznki nie podeszlam. nie wiem czemu, ale widok pamietam, ze mnie zachwycal.ufff. nie wiem, co jeszcze moge dopisac.
dodam tylko,ze lubie chodzic po górach,a dawno mnie tam nie bylo.
ale pierwsze skojarzenie a poros tego drugiego snu i szczytu mam takie, ze „cos jest” jest w zasiegu mojej reki, ale sie boje to osiagnac- dlatego sie polozylam i czolgalam sie do pewnego momentu. dalej nie bylam w stanie isc.
Dziękuję serdecznie i pozdrawiam.
Astra_92 : Śniło mi się, że siedziałam z tyłu mojego bloku w miejscu gdzie kiedyś były tory. Był ładny dzień, było ciepło, ale miałam na sobie kurtkę. Na przeciw mnie rosła jabłoń z pięknymi czerwonymi, soczystymi jabłkami. Zaczęliśmy je strącać. Piękne, czerwone, bardzo mi smakowały. Miałam dobry humor. Towarzyszyła mi koleżanka z klasy, która jest dla mnie tylko znajomą. Obok mnie siedział mój chłopak i jego przyjaciel. W pewnym momencie ta koleżanka zaczyna mnie straszyć pająkiem, którego ma w rękach. Ja uciekam przed nią w stronę domu. Czuję strach [normalnie nie boję się tak pająków]. Dobiegam prawie pod swoje okna i jednak wracam się i sen się urywa. Najbardziej w oczy wpadła mi ta piękna jabłoń, na której rosły te ogromne, czerwone jabłka, takie soczyste, które jedliśmy. No i co on może znaczyć?
A.M.J. : Czy jest na tym forum ktoś kto mi ten sen przetłumaczy?
Śni mi się, że kolega z pracy niesie ze sobą dokumenty aplikacyjne 5 sztuk. i idzie z nimi na górę po schodach na 3 piętro(na samą górę); ma na sobie krótką brązową skórzana kurtkę.
Jednak po chwili schodzi i ze zdziwieniem mi się przygląda dlaczego nie idę do domu tylko tak stoję, skoro skończyłam już pracę o 14:00. On zaś zostaje, bo musi odrobić.
Wracam się jeszcze na chwile do łazienki, ale tam b. duża kolejka, więc nie czekam.
W końcu idę, jest 15:00- zmarnowałam 1 godz.
Wyglądam niechlujnie, mam niedopiętą kurtkę, ale postanowiłam nie tracić więcej czasu.
Otwieram drzwi i przenoszę się na klatkę schodową do mojej babci, a tam dziennikarze robią wywiad z sąsiadem, który wygrał sportowy żółty samochód.
Proszą mnie że bym mu pogratulowała. Ja podaję mu rękę, lecz nie ściągam czarnej skórzanej rękawiczki. Nie znam go, choć z wyglądu mógłby przypominać innego kolegę z pracy. On mi się tylko przygląda, po czym schodzę schodami na dół.
Lucia : Śnilo mi się coś takiego i proszę o interpretację…
Fota budynku szkoły mojej kuzynki przed przebudową wisiała w jej pokoju, ale ze strego budynku pozostały tylko schody, zmieniły się kolory /z białego na pastelowe zielony i różowy oraz zamiast prostokątnego kształtu budynek po bokach był powycinany w zygzaki/. Tylko, że to na prawdę nie była rzeczywista szkoła mojej kuzynki.
Po drugiej stronie budynku był drugi, do piwnicy którego moja rodzina zwoziła różne cenne przedmioty liturgiczne i kościelne /kielichy mszalne, zabytkowe szafki itd./. Widziałam wszystko, bo jakby nadzorowałam ustawianie tego w piwnicy, inni nosili. Z osób pamiętam jednak tylko mojego wujka /który jest księdzem/, kazał mi niczego nie dotykać. Potem mieliśmy wrócić do domu, ale ja wolałam się przejść na piechotę. Wujek odjechał samochodem w jedną stronę, a ja poszła w drugą…
Dziwne, że miałam na sobie oprócz normalnych spodni i kurtki… pod kurtką miałam górę od piżam! Nie wiem, dlaczego…Jak poszłam w swoją stronę, to… jakby cofnełam się w czasie… Przede mną były tory i pociąg, który właśnie ruszał. Dziwny pociąg, bo ostatni wagon nie mał tylniej ściany, a układ wnętrz byl conajmniej dziwny. Usłyszałam, że jakiś esbek rozmawiał /nie wiem z kim/, że chce złapać jakąś młodą dziwczynę…. Ona chyba coś przewoziała w plecaku, ale nie wiem, co. Ja też mialam plecak. Bez zastanowienia wskoczyłam do pociągu, przytuliłam się do tej dziewczyny i nazwałam siostrą, a później wyszeptałam jej o wszystkim. Poszłyśmy w głąb pociągu, by facetowi uciec. Ostatni wagon miał chyba tylko miejsca stojące, następny był jakby trzecią klasą, a później coś niesłychanego – kolejny wagon był szerszy, ławki były pod oknami i na około szerokich dwuch filarów dzielących wnętrze wagonu… /towłaśnie byl ten dziwny podział pociągu/ Chciałam, żebyśmy udałyt siostry, kupić bilet i żeby mi pożyczyła jakąś bluzkę, bo nie chciałam być w tej górze od piżam, mimo że jej stroje by na mnie nie pasowły, bo była ode mnie dużo szczuplejsza… Nie wiem, dlaczego ale nadal ostawałam przy tym, żebyśmy udawały siostry i nwet wymyślałam dla nas nowe imiona, ale w końcu stwirdziałam, że wystarczy spojrzeć do naszych dowodów, żeby stwierdzić, że to nie prawda. W końcu nie kupiłam biletu, bo uciekając przed tym esbekiem wysiadłyśmy na wcześniejszejstacji, która okazała się właściwą stacją.
Miasteczko /chyba jej rodzinne/ było dziwne – po dwuch stronach rzeki, na jej środku był wał z zielenią, było też kilka mostów. Dziewczyna zaprowadziła mnie do baru, zjadłyśmy saładkę owocową, a ja jeszcze bigos, którego ona nie chciała. Potem poszłyśmy do jej przyjaciół-konspirantów w góry. Po drodze miałyśmy wstąpić do sklepu z ciuchami, żeby mi kupić coś zamiast tych piżam, ale wszystko było pozamykane. Gdy szłyśmy w góry ona wtyznała mi, że jej chłopak ją zdradza…
Wtedy obudził mnie tata
madziula18 : Prosze o interpretacje..otorz snilo mi sie ze jestm sama w lesie z karabinem w dloni,mundurze.odlaczylam sie od mojej grupy.zabijalam niemeickich zolnierzy,oni strzelali do mnie.naraz znalazlam sie za jakims krzakiem,w bialek kurtce,naprzeciwko mnei niemiecki zolnierzy,ktory zaczal do mnei strzelac…zaczelam uciekac poniewaz nie widzialam innego wyjscia….ucieklam…biegnac spotkalam jakas stara kobeite zabralam jej brazowy płaszcz a oddalam swoja biala kurtke.potem znalazla sie i obserwowalam niemiecki oboz koncentracyjny,w ktorym odziwo polakom bylo dobrze.sama sie tam zaciagnelam,spotkalam kolege z klasy(nie ukrywam fajny jest;p)probowalam z nim uciec…a na koncu znalazlam sie w siebei w domu i cala moja rodizan i bartek jedlismy obiad…a bartek mnei calowal:)
zaznaczam wczesniej nee ogladalam zadnego filmu wojennego;p
Damin : Hej
Miałem dziś dość dziwny sen. Zanim o nim powiem, kilka informacji – liceum skończyłem w tamtym roku, rok studiowałem (przerwałem studia w połowie), w tym roku znów je zaczynam. W liceum bardzo podobała mi się jedna dziewczyna, dobra koleżanka, raz byliśmy bliżej, raz dalej, aż po skończeniu liceum szybko o niej zapomniałem.
Później byłem w dość dużo znaczącym związku, który się źle skończył, chciałbym aby znowu był. Poznałem też inną dziewczynę, miłą, ale to nie to.
Może niepotrzebnie to piszę, ale może pomoże w interpretacji ;)Sen dzieje się rano, godzina gdzieś tak 7, jestem u siebie w domu i szykuje się do szkoły. Jest to chyba początek roku, bo czuję, że tam dawno nie byłem, że zaczyna się jakiś okres w moim życiu. Myję się, coś tam ubieram i czekam na dziewczynę, z którą razem mam iść do szkoły (to ta dziewczyna, która mi się w liceum bardzo podobała. Przy okazji, to trochę dziwne, bo ona przychodząc do mnie w drodze do szkoły nadkłada drogi i to niemało, a także nigdy nie przychodziła przed szkołą).
W pewnym momencie wyglądam przez okno i zauważam ją. Jest zimno, jest trochę śniegu, ona idzie w swojej czerwonej kurtce opatulona (ta kurtka i to jak wyglądała zawsze mi się z nią kojarzy) w stonę mojego bloku. Jak to zauważyłem, powiedziałem matce, że idzie i zacząłem się szybciej szykować. Po chwili zadzwoniła do drzwi, wpuściłem ją. Gdy wchodziłem z nią do mojego pokoju moja matka dała mi do ręki 10zł (5 monet po 2zł ;)) i dwie bluzy, abym sobie wybrał co założę. Byłem na nią zły, powiedziałem że sam mogę sobie znaleźć ubranie.
Gdy usiadłem z dziewczyną u mnie w pokoju zacząłem pakować książki do plecaka i równocześnie z nią rozmawiałem.
Mówiliśmy o nauczycielce matematyki, która jest wymagająca, powiedziałem jak to w prosty sposób unikam tego, aby mnie pytała, trochę się pośmialiśmy i sen się skończył.
Może ktoś ma pomysł jak to można zinterpretować? ;)
oga66 : Co noc od pewnego czasu, śni mi się, że znajduję się szpitalu co róż to na coś innego… Pierwszy sen był z motywem małej dziewczynki. Śniło mi się małe dziecko w wieku 1,5 roku zostało bez opieki siostry nie chciały się dziewczynką zaopiekować więc ja się tym dzieckiem zajęłam, choć sama potrzebowałam pomocy, bo miałam jakieś silne zaburzenia hormonalne… kolejny sen jaki pamiętam był z motywem że leżałam w szpitalu i udawałam, że jestem chora a tylko dla tego, że był tam bardzo fajny lekarz i chciałam go widywać… Później śniło mi się że leżę na Sali chorych sama, że nie ma nikogo na oddziale, chciałam właczyć telewizor ale nie mogłam bo żetony były za duże i nie chciały wpadać… Ostatni sen który mi się śnił (dzisiaj) był z motywem, że nie mogłam chodzić. Znalazłam się na wielkim korytarzu był on bardzo szeroki i długi, a tam dużo pielęgniarek i lekarzy, jeden lekarz bardzo się wyróżniał, miał na sobie czarną kurtkę skórzaną i białe spodnie, kazał mi jechać na salę chorych, wskazał mi pokój do którego mam jechać i gdy już tam dotarłam nie mogłam się dostać do tego pokoju, bo był już przez kogoś zajęty…
